skład używanych słów

2008-05-03

Repetytorium



Czego chcesz od nas Panie za Twe hojne dary?
Ontogeneza powtarza filogenezę, nie odwrotnie.
Przeciwne strony mają jeden wyraz. Kapitalne
zdania obrębione koronką technicznych zwrotów:

nicht als, als ob. Czyż nie zostaniemy zbawieni
od spekulacji? Trzeba speca od łatania martwych
języków. Szklane sny, w nadbużańskim piasku,
pod kapliczką pradziadka - to są nasi zmarli.

Tam twój początek. Nie ma po nim śladu.
What's in a name, Pajączku? Splecione
przeznaczenia, pole znaków, skarb?


Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?
Historia się powtarza, in & out. Nie odwrotnie?
Przedziwne strony mają jeden wyraz. Kapitanie,
zadanie wykonane, tylko odpaść, serią zwrotów,

iść w hals, al segno. Czyż nie zostaliśmy zwabieni
do spekulacji? Podkręcone tropy, splątane odbicia,
trzy dni lub dziewięć miesięcy, trans, mutacja.
Żadnych symetrycznych rozwiązań! Oto zmarli

powracają do początku. Nie zostawią śladów,
mapy, ani kodu. Skarb zgubiono w polu.
Tajemnica istnienia jest skradzionym listem.


Bug, wieś, kapliczka. Szklane ślady. Dary
zmarłych. W liście zabawne zwroty. Początek
i koniec języka. Splot. Jawny sekret historii:
wdech, wydech. Odwrót? Nie. Brak miary.

2008-03-21

W stronę Blooma


Powtórna lektura Ulissesa (a minęło jakieś 10-12 lat) to nie tylko - czego jestem pewien - lektura o wiele pełniejsza i wnikliwa, ale też i obfitująca w zupełnie odmienne wrażenia. Czytając poraz pierwszy Joyce'a (mam tu na myśli również połknięty w mniej więcej podobnym czasie Portret) wręcz zachłystywałem się napływającymi obrazami, odczuwając bardzo zmysłowo (niemal, chciałoby się rzec, synestezyjnie, chociaż to zdecydowanie zbyt mocne słowo, niemniej jednak czytając czułem się nieraz jakbym dosłowanie nurkował) każdy kolejny akapit. Dziś postrzegam wyraźniej i smakuję przede wszystkim strukturę i konstrukcję zarówno całego dzieła, jak i poszczególnych epizodów (i zdecydowanie nie mam tu na myśli faktu że w międzyczasie to i owo o joysowskim arcydziele się przeczytało, tylko rzeczywisty sposób lektury).

Możnaby, na marginesie, dorzucić, że po przebrnięciu przez jazdy pynchonowskie tudzież burroughsowskie, w odlotach ullisesowych odnajduje się... nie tyle spokój czy umiarkowanie ale jakby poczucie że w tym szaleństwie JEST metoda ;].

Najbardziej jednak, po latach, zmienił się mój ogląd głównych bohaterów książki. Młodzieńcem będąc skupiłem się, w dość oczywisty sposób (ach te bon moty, bezkompromisowość, oryginalność ;]) na partiach Stefana. Dziś z przejęciem i większym zainteresowaniem wnikam w perypetie nerkolubnego Leopolda, z jego nieustannymi mglistymi planami i pomysłami, paranaukowymi pasjami i poglądami, seksualnymi obsesjami i potyczkami. Dojrzewa się? Starzeje? Well...

I tak, pod kątem wieku będąc gdzieś w pół drogi między bohaterami książki, którą bez wahania nazwę najważniejszą lekturą mojej młodości, zastanawiam się jak będzie mi się czytać Ulissesa za kolejne 10 lat.

2008-02-25

SS Poetica


Soczewka skupia.
Igła ślizga się po winylu.
A co robi ja?



Parnassius apollo sięga po nektar gębowym aparatem. Sygnał startera
podrywa do biegu sportowców. Elektromagnesy odchylają wiązkę.
Z przedustanowionym spotykamy się wszędzie. Teraz wyostrz.

Ekstrakcja postępuje planowo. Słowa odrywane od rzeczy osiągają
odmienne stany skupienia. Wiązka faktów rozpada się na włókna.
Indukcja zawodzi. Dedukcja wtóruje. Produkcja trwa. Yessir.

Refrakcja następuje miarowo. Słowa rozrywane na rzeczy posuwają
w odmienne strony zdziwienia. Sygnał przekracza próg. Wypełnia
pasmo. Pożera kanał. Do zwrotu. Kondensacja. Znaczące rozprężenie.

Atrakcja występuje stylowo. Słowa rozgrywanych narzeczy zasnuwają
odmiennie strefy marzenia. Aparatura lokalizuje echa zdarzeń. Ślady
cząstek w komorze. Noiseware w ciągłej aktualizacji. Aye aye, skipper.