skład używanych słów

2006-11-19

Kwestia czasu: prawdziwa historia



Oświeconemu ascecie imieniem Narada, który poprzez niezliczone umartwienia zaskarbił sobie łaskę Wisznu, bóg ten ukazuje się, obiecując mu spełnić każde jego życzenie.

"Ukaż mi magiczną moc twej mai" - prosi Narada.

Wisznu przystaje na to i daje mu znak, by poszedł za nim. Wkrótce potem znajdują się na opustoszałej drodze w pełnym słońcu. Czując pragnienie, Wisznu prosi Naradę, by udał się do oddalonej o kilkaset metrów wioski i przyniósł mu wody. Narada przyśpiesza kroku i puka do drzwi pierwszego napotkanego po drodze domu. Otwiera mu przepiekna dziewczyna. Asceta długo patrzy na nią, zapominając po co przyszedł. Potem wchodzi do domu: rodzice dziewczyny przyjmuja go z szacunkiem należnym świętym.
Czas płynie. Narada w końcu żeni się z dziewczyną, poznaje rozkosze małżeństwa i trud pracy na roli. Mija dwanaście lat. Narada ma teraz trójkę dzieci i - po śmierci teścia - zostaje właścicielem gospodarstwa.
Jednakże dwunastego roku niezwykle ulewne deszcze powodują powódź w całej okolicy. W ciągu jednej nocy stada toną, a dom zostaje obrócony w perzynę. Jedna ręką podtrzymując żonę, druga dwoje dzieci, najmłodsze zas niosąc na ramieniu, Narada z trudem toruje sobie drogę przez wodę. Jest mu jednak za cięzko. Nagle potyka się - i najmłodsze dziecko wpada do wody. Narada puszcza dwoje pozostałych dzieci i rzuca się w poszukiwaniu tamtego; daremnie - prąd już poniósł je daleko. Kiedy Narada szuka maleństwa, fale porywają dwójkę pozostałych dzieci, a wrótce potem - jego żonę. Sam Narada traci przytomność i fala unosi go jak kłodę drewna. Kiedy, wyrzucony na skałę, budzi się i przypomina sobie o swej udręce, wybucha płaczem.
Nagle słyszy znajomy głos: "Dziecko moje! Gdzież jest ta woda, którą mi obiecałeś? Czekam na ciebie już ponad pół godziny!".

Narada odwraca głowę i rozgląda się wokół. W miejscu potoku, który wszystko zniszczył, widzi puste pola lśniące w słońcu.

"Czy teraz rozumiesz tajemnicę mojej mai?" - pyta bóg.

2006-11-18

Maszyny różnicowe powtórzeń



"Tak jak w przypadku rymów, procedura może służyć do tworzenia rożnych dzieł: tak dobrych, jak i złych."

Każda ze scen przedstawianych za szybami Locus Solus wykazuje bezbłędną analogię do tego, na co wskazuje; a jednak pomiędzy powtórzenie a to, co jest powtórzone, zostaje posłana strzała nieprzebytego oddalenia - jak na identyczne słowa w procedurze rozszerzał swoje panowanie język; odnajdując to samo, acz nigdy sens tego samego. Bez przerwy powtórzenie, mowa i śmierć ustanawiają tę samą grę, w której lączą się dla ukazania, że w tym właśnie się oddzielają.

PS.
Któregoś dnia może zdamy sobie sprawę z ważnego faktu: literatura absurdu (...) w istocie stanowiła (...) zaledwie ślepy i negatywny odruch doświadczenia, które się dziś powoli wyłania: a mianowicie, że to nie "sensu", ale właśnie znaków (znaczących zresztą tylko dzięki temu wybrakowaniu) jest nam brak.

2006-11-08

cd. na marginesie



Żałosne wygibasy Gravesa "objaśniającego" działania Medei jako tanią sztuczkę iluzjonistyczną przywodzą na myśl równie udane "wyjaśnienia" biblijnego zakazu: Nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki (Księga Powtórzonego Prawa 14, 21) troską nad cierpieniem kozy-matki widzącej jak jej pacholę zamiast ssać cyca ląduje w kotle. I w ogóle higieniczno-naturalistyczne, zdroworozsądkowe tłumaczenia obrzędowych nakazów i zakazów różnych religii.